Azerbejdżan w Iranie

Azja, Iran, Tu byłem

Tym razem wpis będzie o Azerbejdżanie. Ale nie o państwie ze stolicą w Baku i o szybach naftowych w krajobrazie. Nie wiem czy wiecie, ale jest też drugi Azerbejdżan. To jedna z prowincji Iranu, historyczna część Persji od tysięcy lat.
O tej właśnie krainie napisałem kilka słów. Turyści najchętniej odwiedzają wschodnią część prowincji ze stolicą w Tabrizie. To tu znajdują się m.in. skalna wioska Kandovan i ormiańskie klasztory w dolinie rzeki Araks.

Ja miałem tylko 3 dni więc skupiłem się na najciekawszych moim zdaniem miejscach tego regionu. Przyjechałem do Tabrizu popołudniu więc miałem chwilę czasu na znalezienie noclegu. W kilku nie było miejsc, więc ostatecznie wybór padł na Morvarid Hotel. Dość prosty, ale na kilka dni w zupełności wystarczający.
Nie nastawiajcie się na wiele jeśli chodzi o samo miasto. Z całą pewnością nie jest to Yazd, Isfahan czy Shiraz. Tabriz jest bardziej prowincjonalny, taki trochę europejski, z wieloma wpływami, czy to tureckimi czy rosyjskimi. Nie ma tu wielu zabytków, niestety miasto mocno ucierpiało z powodu trzęsienia ziemi w XVIII wieku Ale nie jest też tak źle jak mogłoby się wydawać, jest kilka wartościowych zabytków.

Pierwsze kroki najlepiej skierować w okolice bazaru, do informacji turystycznej.
Takie miejsce to kopalnia ciekawych wiadomości, gdzie zawsze pracują przemili ludzie. U mnie to zawsze pierwsza rzecz, którą robię, będąc w nieznanym mi mieście. W przewodniku przecież nie zawsze wszystko jest. Muszę przyznać, że informacja turystyczna w Tabrize jest zdecydowanie numerem jeden z dotychczas przeze mnie odwiedzonych.
Wszystko za sprawą pracującej tam osoby, Pana Nasera Khana. Ci co byli w Iranie na pewno wiedzą o kim mówię. Ci co jeszcze nie byli, muszą go koniecznie odwiedzić. Gość jest po prostu niesamowity.
Na wstępie częstuje tradycyjną herbatą, potem będzie w nieskończoność odpowiadał na nasze pytania, wytłumaczy gdzie iść, żeby dobrze zjeść, co warto zobaczyć, a co niekoniecznie. Ja poprosiłem go, żeby poszedł ze mną na bazar bo szukałem kilku rzeczy. Oczywiście, chętnie się zgodził, sam przy okazji coś kupił dla siebie.
Można u niego załatwić wyjazd do Kandovan czy w rejon Morza Kaspijskiego. Wszystko w znacznie lepszych cenach niż w biurach turystycznych czy hotelach. Potrafi też powiedzieć kilka podstawowych zdań w kilku językach co jest bardzo miłe i dość zabawne. Na pewno jedna sobie tym wielu ludzi. No i najważniejsze, nie chce za nic pieniędzy, mówi, że robi to bo chce promować Tabriz wśród turystów. Pewnie coś nam tym sobie dorabia, ale pomoc jaką służy jest nieoceniona.

To właśnie z Naserem zwiedzałem zakamarki pobliskiego bazaru. Kiedyś, dawno temu był to jeden z ważniejszych punktów na Jedwabnym Szlaku. Jest to w zasadzie kompleks kilku mniejszych zadaszonych bazarów. Został nawet wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco.
Nie wiem co kierowało osobami z tej organizacji, ale mnie ten bazar aż tak nie zachwycił. Może dlatego, że w każdym mieście, w którym byłem, spędzałem sporo czasu na bazarach. Nic nie mogło mnie tutaj zaskoczyć i zdziwić. Podobne widziałem chociażby w Isfahanie czy Shirazie. Nie mniej, wart jest odwiedzin i choćby wypicia jednej szklaneczki herbaty gdzieś w małej bazarowej knajpce.
Nieco przy okazji wizyty na bazarze można na chwilę zatrzymać się w okolicy i zobaczyć choćby meczet Jameh.

A co jeszcze nas czeka w Tabrizie ?

Na pewno trzeba zajrzeć do Błękitnego Meczetu. Mimo, ze błękitny to on jest już tylko z nazwy, stanowi ciekawy przykład architektury z czasów panowania dynastii Kara Kojunlu.
Zniszczony w czasie XVIII wiecznych trzęsień ziemi, leżał w gruzach aż do lat 50-tych XX wieku. Obecnie nadal przeprowadzana jest jego renowacja.
Obok znajduje się Muzeum Azerbejdżanu, przedstawiające historię tych ziem od czasów starożytnych. W razie nadmiaru wolnego czasu można je zwiedzić. Ciekawym zabytkiem jest także Cytadela, albo w zasadzie to co po niej zostało. Ogromna budowla została zbudowana w XIV wieku, a do naszych czasów pozostały jedynie bramy i trochę murów. Szkoda, że nie można jej zwiedzać, pozostaje jedynie oglądanie z zewnątrz. Cały teren został niedawno odgrodzony, bo w pobliżu budowany jest gigantyczny meczet.
Poza opisanymi atrakcjami w mieście dominują budynki o wpływach europejskich. Bardzo interesujący jest miejscowy ratusz czy okoliczny budynek Wydziału Architektury, tutejszego uniwersytetu. Warto na koniec zaglądnąć do dwóch kościółków, anglikańskiego i chrześcijańskiego. Nie łatwo je znaleźć, ledwo widać wieżyczki z za wysokich murów.

Rejon irańskiego Azerbejdżanu to nie tylko Tabriz, koniecznie trzeba wybrać się w okolicę. Według niektórych historyków właśnie tutaj znajdował się biblijny Ogród Eden. Brzmi trochę fantastycznie jak dla mnie. A jak Wy uważacie ?

Mi zostały 2 dni, więc wybrałem to co wydawało się najciekawsze.
Górska wioska Kandovan to absolutne must see, trzeba na nią poświęcić przynajmniej jedno popołudnie. Fantazyjne stożki robią niesamowite wrażenie na odwiedzających je turystach. Miejsce jest także bardzo popularne wśród Irańczyków, w weekend z pewnością będzie tłoczno.
O Kandovan mogliście już przeczytać na blogu w tym miejscu:

Na drogach świata: Tu czas zatrzymał się w miejscu

Ciekawą alternatywą dla zwiedzania Tabrizu, może na przykład być objazdowa wycieczka doliną rzeki Araks na północy rejonu.
Na własną rękę byłoby to dość trudne do zorganizowania, wiele miejsc jest odciętych od świata i jedynym sposobem dostania się do nich jest samochód. Najlepiej znaleźć chętne osoby i wynająć całą taksówkę, która nas zawiezie gdzie będziemy chcieli.
Ja załapałem się na taki objazd z dwoma Niemkami co wyszło nas po ok. 20 USD na osobę. Dość drogo ale dla mnie była to jedyna okazja, następnego dnia odjeżdżałem do Turcji.

Gorąco polecam taki wyjazd. Droga wiodąca doliną jest bardzo malownicza, a miejsca, które można zobaczyć często położone w niedostępnych miejscach na odludziu. Głównym punktem takiej wycieczki powinien zostać monastyr św Stefana, niedaleko miasta Dżolfa.
Zbudowany wśród skał, otoczony wysokim murem sprawia wrażenie niedostępnego. Powstał już w IX wieku, jednak do naszych czasów przetrwała budowla z czasów Safawidów z XVI wieku. Jest to typowo ormiańska budowla, więc jeśli było się w Armenii, niczym nas nie zaskoczy. Jednak sam fakt, że powstał w tak niedostępnym terenie i to w muzułmańskim kraju czyni go bardzo interesującym.
Świątynia jest bogato zdobiona z zewnątrz, wnętrze natomiast jest bardzo surowe. W budynku socjalnym przynależącym do monastyru można zobaczyć cele mnichów w czasach kiedy był on jeszcze zamieszkany. Na piętrze dodatkowo jest galeria zdjęć innych ormiańskich klasztorów na tych terenach.
Poza zabytkami ormiańskimi, w okolicy, na szlaku wiodącym doliną, można znaleźć ruiny zamków czy zapomniane wioski. Ja musiałem dostosować się do grupy i niestety nie dotarłem wszędzie.

Tak sobie myślę po napisaniu tego wpisu, że ten rejon jest wart poświęcenia mu większej uwagi. Szkoda, że nie miałem wtedy więcej czasu. Te dodatkowe 2-3 dni wystarczyłyby, żeby zobaczyć prawie wszystko. Jeden dzień przeznaczyłbym wtedy na jezioro Orumije, drugi prawdopodobnie na okolice Ardabil i północną część wybrzeża Morza Kaspijskiego.
Póki co mogę tylko pomarzyć, a Was zachęcam, żeby poświęcić tym miejscom jak najwięcej czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *