Isfahan w 3 aktach

Azja, Iran, Tu byłem

Któż nie słyszał o tym mieście ? To tu przez setki lat zatrzymywały się karawany podążające jedną z odnóg Jedwabnego Szlaku.
Isfahan to perła Persji. Mamy tu wszystko czego powinniśmy oczekiwać od miasta z ponad 1000 letnią historią. Jest jeden z największych placów na świecie, jest klimatyczny bazar, są w końcu niesamowite, zabytkowe meczety i pałace.
To wszystko w otoczeniu kilkunastu parków i dziesiątek restauracji, w których można zjeść przepyszne dania kuchni perskiej.

Ale zacznijmy od transportu 🙂

Przyjeżdżając do miasta trafia się zazwyczaj na północny dworzec Kaveh. Oczywiście można wziąć od razu taksówkę i pojechać do hotelu. Ja jednak wybrałem inną opcję i każdemu także ją polecam. Wystarczy przy wyjściu zapytać kogoś z obsługi dworca o autobus miejski do centrum. Jest takich kilka i jadą praktycznie cały czas główną aleją miasta.

Z tego co pamiętam przewodniki o tym nie wspominają, a jest to najlepsze rozwiązanie. Nie dość, że można jechać z miejscowymi ludźmi, poznać specyfikę komunikacji miejskiej w Iranie, to jeszcze przyjeżdża się na miejsce prawie za darmo i nawet szybciej od taksówki. Taki autobus to wydatek ok. 7000 Riali, kiedy prywatna taksówka to koszt przynajmniej 100000 Riali.
W czasie mojego pobytu metro dopiero budowano, więc dla mnie najwygodniej było poruszać się pieszo, m.in. ze względu na fakt, że zabytkowe centrum nie jest jakieś zatrważająco wielkie. Przy okazji mogłem zobaczyć jak wygląda życie na ulicy i jak mieszkańcy spędzają wolny czas.

Nocleg bardzo łatwo znaleźć, wybór jest ogromny, choć większość backpacerskich hoteli pozostawia wiele do życzenia. Ja spałem w hotelu Totia, jakieś 2 km od centrum. Co do samego hotelu to według mnie jest to najlepszy wybór za niewygórowane pieniądze. Pokój 2 osobowy kosztował w zeszłym roku niecałe 20 dolarów, a warunki były jak w 4 gwiazdkowym apartamencie. Do tego bardzo miła obsługa, która wytłumaczy wszystko o co zapytamy.
Jeśli chcielibyście spędzić kilka dni w Isfahanie polecam serdecznie ten hotel.

Większość tego co możemy podziwiać w Isfahanie zostało zbudowane na początku XVII wieku za panowania Szacha Abbasa.
Zwiedzanie centrum najlepiej zacząć od głównego placu Naqsh-E Jahan, zwanego także placem Imama Chomeiniego, na którym też znajdują się najważniejsze zabytki.
Plac jest ogromny, drugi pod względem wielkości na świecie.
Jego wymiary to ok. 150 m na 510 m. Zmieściłoby się tutaj kilkanaście krakowskich rynków. Otoczony jest z każdej strony arkadami, co wygląda trochę jak nasze Sukiennice. Mieszczą się tam warsztaty rzemieślnicze i sklepiki z pamiątkami. Poza tym kilka restauracji i cukierni. Każdy więc znajdzie coś dla siebie.

A to co w tym wszystkim najlepsze to fakt, że plac nie jest tylko muzeum na świeżym powietrzu. To przede wszystkim miejsce, w którym spotykają się całe rodziny, przesiadują na trawie, jedzą i odpoczywają.

W połowie placu po jednej i drugiej stronie są przepiękne zabytki. I tak na wschodzie jest meczet Szejka Lotf Allaha, na zachodzie zaś pałac Ali Qapu. Nad całością góruje największy meczet Isfahanu, monumentalny Meczet Imama. Stojąc przed bramą wejściową, wysoką na 30 metrów, miałem wrażenie, że każdy kto przez nią przechodzi trafia przed oblicze Boga, porażony pięknem tego miejsca.
Sama brama wykonana jest z marmurowych bloków i ozdobiona tysiącami kolorowych, ceramicznych płytek, ułożonych w różne geometryczne i florystyczne wzory. Nie ma tutaj ani jednej źle przyklejonej płytki, budowniczy tej świątyni doskonale wiedzieli co robią. Obok, dumnie prezentują się minarety w kolorze turkusu.

Mają ponad 40 metrów wysokości !

Po przekroczeniu progów świątyni, wchodzi się na rozległy dziedziniec. Po bokach, z jednej strony są pomieszczenia socjalne, z drugiej medresa.
Przede mną jest główny meczet. W jego centralnym punkcie znajduje się oczywiście mirhab, miejsce wskazujące kierunek do Mekki.
Ciekawie prezentują się wysokie schody, na szczycie, których siedział imam i głosił nauki. Co interesujące schody zostały wyrzeźbione z jednego bloku marmuru. Zadziwiająca jest także sama kopuła. Składa się tak jakby z dwóch oddzielnych kopuł zbudowanych jedna na drugiej. Daje to niesamowite echo. Podobno można je usłyszeć kilkanaście razy.

Wszędzie oczywiście chodzą niezliczone grupy wycieczkowe. Rozmowy, śmiechy, błyski fleszy to tutaj codzienność. Do tego każdy klaszcze i tupie, żeby usłyszeć to echo. Dla większości turystów, jest to w końcu tylko kolejny zabytek na liście. Dla mnie to jednak coś więcej. Nie sposób opisać jak się czułem, przysłuchując się śpiewowi artysty, który prezentował, gdzieś w zakamarkach meczetu, jaka jest akustyka tego miejsca. Nie śpiewał głośno, a słychać go było wspaniale.
Zamknąwszy oczy, miałem wrażenie uczestniczenia w czymś niezwykłym. Nie trwało to jednak długo. Śpiew umilkł, a ja musiałem wrócić do rzeczywistości.
Na szczęście udało mi się nagrać fragment, niestety jakość dźwięku nie jest najlepsza. Brzmi trochę jak wezwanie muezzina do modlitwy.

Posłuchajcie i obejrzyjcie galerię zdjęć z Meczetu Imama.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Wracam na plac i podcieniami idę do Pałacu Ali Qapu. To 6 piętrowy budynek, z zewnątrz nie specjalnie ciekawy. To, co przyciąga tu turystów znajduje się w środku.
Płacę 150000 Riali i wkraczam w miejsce, które kiedyś było rezydencją samego Szacha Abbasa I. Tu przyjmował gości i stąd podziwiał plac, odpoczywając na tarasie.
Pałac jest bogato zdobiony wewnątrz, liczne malowidła na ścianach z pewnością są warte uwagi, jednak to co powala jest na najwyższym piętrze.
Znajdują się tam pomieszczenia ozdobione w niezwykły sposób. W ścianach i suficie wyrzeźbione zostały różne dziwne wzory. Miały one sprawiać, że dźwięk instrumentów rozchodził się lepiej po pomieszczeniach pałacu. W końcu orkiestra grała w jednej części pałacu, a goście bawili się w drugiej.
Czy to działało ? Jeśli tak, było to genialne rozwiązanie, potwierdzające tylko geniusz ówczesnych architektów.

Kilka kroków w poprzek placu i można wejść do Meczetu Szejka Lotf Allaha. Wejście jest dość niepozorne, ale zapewniam Was, że warto się wybrać do środka.
Zaskakujące jest to, że meczet został całkiem przykryty, nie ma dziedzińca ani nawet minaretów. Do głównego pomieszczenia idzie się krętym korytarzem, wyłożonym niebiesko-żółtymi płytkami. A w pomieszczeniu, o dziwo dalszy ciąg niebiesko-żółtych płytek. Ułożonych tak kunsztownie, że nie sposób oderwać od nich wzroku. Pięknie zdobione sklepienie kopuły i cudowne detale powodują zawrót głowy. Kolejny raz dzisiejszego dnia jestem pod niesamowitym wrażeniem kunsztu perskich architektów.

Niezmiennie, od 400 lat, takie uczucie musi towarzyszyć odwiedzającym to miejsce. Chwila kontemplacji i już jestem z powrotem na placu.

Koniec aktu I

Już niedługo kolejna część.

2 uwagi do wpisu “Isfahan w 3 aktach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *