Dzień na bazarze

Azja, Iran, Tu byłem

Perski bazar to miejsce niezwykłe. Znajduje się w każdym mieście i służy nie tylko handlowaniu i zarabianiu pieniędzy. Ludzie przychodzą tu wymieniać swoje poglądy, odpocząć od zgiełku ulicy czy napić się herbaty. Mogą także się pomodlić ponieważ znajdziemy tu nawet meczet.

Macie więc jedyną i niepowtarzalną okazję wybrać się ze mną na taki bazar.

To co wyróżnia bazary Persji to fakt, że handel tutaj niewiele zmienił się od dziesiątek lat. Przestąpienie jego progów to swoista wycieczka w przeszłość.
Stoiska może są nieco nowocześniejsze, jest większy wybór towarów i doszły sklepiki z chińskimi podróbkami wszystkiego. Poza tym to wciąż starodawny bazar, pełen tajemniczych zaułków i wąskich uliczek.

Bazarowy dzień rozpoczyna się z samego rana.

Pierwsze osoby zaczynają dostarczać towary na stoiska, uliczkami pędzą chłopcy ciągnący wózki załadowane po brzegi, wszędzie słychać pokrzykiwania sprzedawców.
Trzeba uważać, bo osoby rozwożące towary zawsze mają pierwszeństwo. Łatwo dać się potrącić, a zderzenie z rozpędzonym wózkiem różnie może się skończyć.

Po otwarciu sklepików, handel rozpoczyna się dość leniwie. Powoli, z biegiem czasu, przybywa kupujących. Chodzą oni zazwyczaj w te same miejsca, mają swoich ulubionych sprzedawców, z którymi bardzo dobrze się znają.
Uliczki zapełniają się także turystami, a cały czas pomiędzy nimi biegają dostawcy z towarami.
Spacer alejkami bazaru jest dla mnie niczym ambrozja dla greckich bogów.
Chłonę zapachy dziesiątek przypraw wystawionych na stoiskach, smakuję przepysznych miodów, słodyczy czy bakalii. Co chwila zatrzymuję się, żeby podziwiać przepiękne tkaniny i dywany.
To wszystko w bardzo miłej atmosferze, bez nachalnych nawoływań sprzedawców, tak jak to ma miejsce choćby w Egipcie czy Turcji.
Tutejsza mentalność jest inna. Kupujący jest gościem, należy go powitać, zaoferować herbatę i pozwolić się rozglądać po sklepie. Jak będzie zainteresowany to sam podejdzie i zapyta o cenę.

Bazar pustoszeje w godzinach około południowych, jest tak ciepło, że nie da się wytrzymać. Sklepiki są zamknięte, a sprzedawcy idą na zasłużony odpoczynek. Wracają do swoich domów lub zwyczajnie śpią w sklepie.
Kilka godzin później wrócą, otworzą bramy sklepów i będą czekać na kupujących do późnych godzin wieczornych.
W końcu, taki sklepik jest najczęściej całym życiem sprzedawcy.
Pamiętam, jak rozglądając się po bazarze w Isfahanie poznałem pewnego właściciela sklepu z tkaninami. Opowiadał, że pracował w szkole jako nauczyciel ale zarabiał tak nędznie, ze postanowił wydać wszystko co miał i otworzyć sklep. To było kilka lat wcześniej, teraz na sklepie zarabiał nieźle, a i tak sprzedawał sam od rana do nocy.

Przychodzi wieczór więc wracam jeszcze raz na bazar. To też najlepsza pora na zwiedzanie. Wszystkie stoiska są otwarte, a sprzedawcy chętnie, dla zabicia czasu, porozmawiają z turystą. Może uda się coś kupić i potargować nieco cenę. W końcu muszę przywieźć jakieś pamiątki.

Niby jestem w tym samym bazarze, a jednak wszystko jest inne.
Czy ja się przypadkiem nie zgubiłem ? Odnajduję nowe sklepy, ale sprzedawcy wyglądają inaczej. Ubrani w dziwne szaty, nie mówią ani trochę angielsku, nie reagują nawet na moje Salam.
Trafiam do zabytkowych, historycznych miejsc, o których dopiero co czytałem w przewodniku, a które wyglądają jakby je dopiero zbudowano. Malek Timcheh, część bazaru, w której wymienia się się pieniądze robi niesamowite wrażenie.
Ktoś mnie potrąca, oglądam się za siebie i zamiast wózków z towarami widzę osiołki.
Wydaje mi się, że gdzieś w oddali mignęły mi wielbłądy. Idąc ich śladami trafiam do karawanseraju. To tu odpoczywają kupcy przemierzający Jedwabny Szlak.
Słyszę uderzenia młotków o płaty miedzi, to rzemieślnicy wyrabiają swoje naczynia. Widzę osoby tkające dywany, ktoś maluje ceramiczne płytki w tradycyjne perskie wzory. Na ziemi piętrzą się stosy różnorodnych herbat, bakalii czy przypraw. Ktoś handluje wodą różaną prosto z glinianych dzbanów. Ktoś inny sprzedaje tkaniny, a krawiec obok szyje ubrania.
Dlaczego ci ludzie mnie nie zauważają ? Rozglądam się w około, jestem tutaj jedynym turystą. Gdzie ja trafiłem ?

Krążę jeszcze chwilę w tym labiryncie uliczek i w końcu docieram do znanej mi części bazaru. Od razu rozpoznaję odwiedzone stoiska i towary, które chciałem kupić.
Wychodzę na Plac Imama, przez pięknie zdobiony portal. Przede mną dumnie stoi Meczet Imama, ozdobiony milionami płytek.
Zastanawiam się, gdzie ja przed chwilą byłem. Czy to była przeszłość, teraźniejszość czy moja wybujała wyobraźnia ?

Taki jest właśnie perski bazar. Odwiedźcie go sami i przekonajcie się jak jest na prawdę.

Zdjęcia pochodzą z bazarów z kilku różnych miast.

8 uwag do wpisu “Dzień na bazarze

  1. Szykujemy się do podróży i przeglądamy fora/blogi. Fajnie, że u Ciebie jest kilka wpisów.
    Pytanie byłoby takie: czy na zwykłym bazarze można spotkać świeże pistacje? Bardzo się na to napalamy. Widziałeś czy byłeś w innej porze roku?

    1. Dzięki za odwiedziny. Widziałem ale nie próbowałem. Też się nastawiałem ale okazało się że ceny były dość wysokie. Wychodziło jakieś 7 – 8 dolarów za kilogram. Może akurat wtedy nie było sezonu. Inna sprawa, że Iran większość pistacji eksportuje.
      Jak macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem na ile będę mógł.

  2. Rzeczywiście sporo. Chociaż w Polsce są po 50 zł/kg, więc – dla nas fanów pistacji – cena 7 – 8 $ będzie do przełknięcia.
    Sezon jest chyba we wrześniu/październiku. A kiedy Ty byłeś?

    Jeśli miałbyś namiar na jakiś tani nocleg w Teheranie, to bardzo chętnie skorzystamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *