Wybrzeże Rumunii

Europa, Rumunia, Tu byłem

Wreszcie znalazłem trochę czasu na nowy wpis.

Tym razem będzie o Dobrudży – regionie o najbardziej orientalnym klimacie w całej Rumunii. Pewnie niewielu z Was słyszało o Dobrudży, o jej atrakcjach, o pięknych, czystych plażach, o ciszy i spokoju, które możemy tam spotkać.
Przyznam, że wcześniej nie znałem tego rejonu, nie wiedziałem czego mogę się spodziewać po miejscach, które przewodnik zachwalał.
Okazało się, że nie jest tak źle.

Zatem ruszajmy w drogę.

Dzisiaj zobaczymy Konstancę, będziemy odpoczywać w najlepszym kurorcie kraju oraz spędzimy jeden dzień w delcie Dunaju.
A to nie koniec !
Pasjonaci starożytnej historii na pewno muszą zajrzeć do Histrii, Heraclei, Adamclisi czy do Isaccei.
Zapomniałem jeszcze o entuzjastach natury. Wy też nie będziecie zawiedzeni.
Jest wspomniana delta Dunaju, są unikalne rezerwaty przyrody, i jeszcze do tego góry Macin.
To wszystko oczywiście w granicach Rumunii. Mając kilka dni wolnego czasu obowiązkowo wybierzcie się na wybrzeże Morza Czarnego.
Podróż najlepiej rozpocząć w Konstancy i to z niej uczynić stałą bazę wypadową.
Nocleg znajdziemy tu bez problemu. Apartamentów, tanich hoteli czy prywatnych kwater jest tu bez liku. Ja jednak do spania wybrałem pobliską Mamaię, ze względu na bardzo bliską odległość noclegu do Morza. Jak się postaramy to za 100 lei znajdziemy 2-osobowy pokój z widokiem na Morze. Do dyspozycji mamy też dwa kempingi położone zaraz przy plaży. Ceny za noc na kempingu wahają się od 20 lei za namiot do 140 za domek 2-osobowy z klimatyzacją.
Jest więc w czym wybierać.
W czasie, kiedy my tam byliśmy, cała Mamaia to był jeden wielki plac budowy. Powstawały nowe drogi i setki apartamentowców.
Śpieszcie się zatem bo za niedługo, wszystko zabudują i nie dostaniemy już widoku na Morze w takiej cenie.
Ale wracamy do Konstancy, „stolicy” Dobrudży. Miasto ma bardzo ciekawą historię, o czym świadczy zabytkowe centrum. Spokojnie możemy tu spędzić cały dzień i nie zanudzimy się na śmierć.
Zostało założone przez Greków w VI w p.n.e, następnie przeszło w ręce Rzymian.
W okresie I-IV w było jednym z najważniejszych portów na Morzu Czarnym. Kilkuset letnie rządy Turków także odznaczyły swoje piętno na mieście. W XX wieku stało się dużym przemysłowym miastem, co widać do dzisiaj. Zachowało jednak orientalny urok.
Większość atrakcji znajduje się w okolicach głównego placu miasta, dawnej rzymskiej agory, potem forum a następnie tureckiego bazaru, Piata Ovidiu.
Jak myślicie co oznacza nazwa Placu ? Wiąże się z tym zaskakująca historia.
W centralnej części placu stoi sobie pomnik, który przedstawia Owidiusza. Pewnie będziecie zdziwieni, ale Owidiusz po skazaniu na wygnanie z Rzymu, osiadł właśnie w Konstancy, nazywanej wtedy Tomis.
To tu, autor słynnej Sztuki Kochania, żył i mieszkał aż do swojej śmierci. Stąd właśnie wzięła się nazwa głównego placu chociaż Owidiusz narzekał na zaściankowość miasta.
Zwiedzanie najlepiej zacząć od Muzeum Historii i Archeologii oraz rezerwatu archeologicznego. Rezerwat mieści się w dawnej rzymskiej hali targowej, zbudowanej w IV wieku i zachowanej w całkiem dobrym stanie. Na szczególną uwagę zasługuje wspaniała mozaika o powierzchni 850 metrów kwadratowych. Jako, że wejściówka to tylko 10 lei, polecam krótki spacer po kompleksie.
Muzeum archeologiczne prezentuje bogatą kolekcję rzeźb antycznych. Za 20 lei zwiedzamy 2 piętra rzeźb i artefaktów z czasów rzymskich. Jednak, możemy sobie to spokojnie odpuścić jeśli byliśmy w jakimkolwiek muzeum archeologicznym w Europie.
W pobliżu placu znajduje się także Wielki Meczet, który wbrew pozorom nie jest taki duży. Jest też mały kościółek rzymskokatolicki Św Antoniego oraz cerkiew prawosławna z pięknymi malowidłami wewnątrz.
Tu bez żadnych starć krzyżują się największe religie świata. Każdy ma swoje miejsce i nie szkodzi innym.
Będąc w Konstancie obowiązkowo musimy się wybrać na spacer nadmorskim deptakiem. To przecież tu jest fantastyczny budynek secesyjnego Kasyna.
Nadszarpnięte czasem i lekko zaniedbane wciąż ma swój urok i przywodzi na myśl czasy swojej świetności, kiedy prezentowało się olśniewająco. Na koniec wypada odpocząć na jednej z plaż miasta.

Kolejny dzień przeznaczymy na wycieczkę po ruinach.
Starożytne miasto Histria, twierdza Heraclea i pomnik chwały Imperium Rzymskiego – Tropaeum Traiani w wiosce Adamclisi, z całą pewnością są interesujące i nie sprawią zawodu pasjonatom historii.

Po całym dniu poświęconym zwiedzaniu, kolejny spędzamy na odpoczynku na plaży w Mamai. Plaża w tym miejscu prezentuje się na prawdę pięknie. Jest szeroka, czysta i na początku września całkiem pusta.
Całe szczęście sezon kończy się tu z końcem wakacji szkolnych.
Morze nie przypomina tego, które widziałem w Gruzji. Jest błękitne, ciągle wzburzone falami i miejscami bardzo płytkie. Często stojąc kilkanaście metrów od plaży, byłem zanurzony w wodzie tylko po kolana.

Leżąc cały dzień na plaży na pewno zgłodniejemy. Koniecznie trzeba się wybrać do jednej z wielu restauracji na przepyszne, świeże owoce morza. Ceny są niskie więc możemy jeść do woli, a nasz portfel tego nie odczuje.
Ostatnie dni na wybrzeżu powinniśmy spędzić w delcie Dunaju.
To największy i jeden z najważniejszych terenów podmokłych w Europie. To tu wiele gatunków migrujących ptaków ma swoje miejsca żerowania. Chcąc zobaczyć całą deltę musielibyśmy spędzić tu przynajmniej 3 dni. Nie mając tyle czasu najlepiej wybrać jedną z trzech odnóg delty. Wycieczkę zaczynamy w Tulczy.
Do wyboru mamy północną odnogę Kilia o długości 111 km, południową Św. Jerzy o długości 113 km i centralną Sulina, krótszą ale najlepiej przygotowaną.
Po przeczytaniu kilku relacji mogę polecić właśnie centralną nitkę delty.
Najlepiej podróżować po niej promem, a w Crisan lub Sulinie wypożyczyć łódź z przewodnikiem. Koszt takiej łodzi to ok. 50 lei za kilku godzinną wycieczkę. Będziemy mieć niepowtarzalną okazję zobaczyć dziewicze rejony delty, o których chętnie opowie przewodnik.
Spać najlepiej jest w Sulinie i następnego dnia wrócić promem do Tulczy.

Opuszczamy Dobrudżę w przekonaniu, ze ten region ma jednak bardzo wiele do zaoferowania, niezależnie od tego czy jesteśmy nastawieni na odpoczynek, czy na zwiedzanie.
Myślę, że każdy odkryje tu coś innego i nikt nie wyjedzie stąd zawiedziony. Ja znalazłem tu miejsca, do których na pewno chętnie wrócę.

5 uwag do wpisu “Wybrzeże Rumunii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *