Transylwania w 4 dni

Europa, Rumunia, Tu byłem

Planując dłuższą podróż i chcąc zobaczyć jak najwięcej, często nie będziemy mieli wiele czasu na każde z miejsc, które odwiedzamy. Ja robię tak, że jak jadę pierwszy raz do danego kraju, to staram się zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie.
Mam wtedy ogólny obraz kraju. Potem będąc drugi raz wiem, gdzie warto się zatrzymać na dłużej a co ominąć. Sprawdziło mi się to już wiele razy w różnych zakątkach świata. Inna sprawa, że taki wyjazd to nie wyścigi, więc na odpoczynek też musi być czas.
Dziś pokażę wam jak zwiedzić Transylwanię w 4 dni.
Oczywiście tych kilka dni to zdecydowanie za mało na poznanie całego regionu.
Przewodnik Bezdroży poświęca Transylwanii sporo miejsca więc wydawać by się mogło że i tydzień to za mało. Czy jest tu aż tyle atrakcji ?
Jak się okazało po wyjeździe, mając dobry plan i własny samochód wystarczy nam kilka dni na zwiedzanie.
Jak to zrobić ?

Zapraszam na relację z Siedmiogrodu, krainy pięknych saskich miast, zabytkowych zamków szlacheckich i ufortyfikowanych kościołów warownych.

Naszą podróż zaczynamy w dawnej stolicy regionu – mieście Alba Iulia.
Nie ma tu ani zabytkowego centrum, ani pięknych kamieniczek mieszczańskich. Jest za to rozległa twierdza Alba Carolina – XVIII wieczna fortyfikacja w stylu francuskim.
Do twierdzy prowadzą reprezentacyjne, kunsztownie ozdobione bramy. Przed główną bramą stoi obelisk postawiony na cześć przywódców powstania chłopskiego.
Miejsca, które warto zobaczyć w twierdzy to Katedra rzymskokatolicka św. Michała, Sobór Koronacyjny oraz Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne.
Katedra pierwotnie zbudowana w XI wieku, została kilkakrotnie zburzona. Odbudowana w XIII wieku warta jest zatrzymania się w niej choć na chwilę.
Osoby interesujące się historią powinny zwrócić uwagę na sarkofagi królewskie należące do Izabeli Jagiellonki i Jana Zygmunta Zapolyi oraz na sarkofagi rodziny Hunyady. To w końcu jedne z najważniejszych postaci w historii Węgier i Siedmiogrodu.
Sobór Koronacyjny, znajdujący się niedaleko katedry, dominuje nad nią zdecydowanie. Jest to XX wieczny kompleks z ładną cerkwią i arkadami wokół małego ogrodu. Muzeum zaś, kosztuje 8 lei i prezentuje przede wszystkim sztukę antycznego Rzymu.
Nie śpiesząc się, można spokojnie obejść całą twierdzę w 3 godziny. I to tyle albo aż tyle jeśli chodzi o Alba Iulię.

Niedaleko stąd jest Hunedoara z najpiękniejszym gotyckim zamkiem tej części Europy. Dojazd zajmie nam ok. 2 godzin. Zamek robi ogromne wrażenie, jest fantastycznie położony, chociaż z parkingu praktycznie go nie widać.
Żeby uchwycić go w całej okazałości trzeba się trochę natrudzić. Bardzo ładnie prezentuje się wieża połączona z głównym zamkiem długą galerią, podtrzymywaną przez masywne filary.
Za wejście na zamek trzeba zapłacić 30 lei plus dodatkowo 5 lei za możliwość robienia zdjęć. Wnętrza nie prezentują się zbyt okazale, zdarzają się puste komnaty i miejsca zaniedbane. Z drugiej zaś strony tak to przecież mogło wyglądać w tamtych czasach. Zamek jest ogromny i zwiedza się go dość długo.
Czy warto się wybrać w takim razie do środka ? Raczej tak, w prawdzie nie zostaniemy oszołomieni ilością wyposażenia wewnątrz ale czuć ten średniowieczny klimat. Zamek jest surowy i jednocześnie piękny.

Jadąc dalej na południe drogą E79, trafimy do Densus. Ta dość osobliwa cerkiew jest jedną z najstarszych w Transylwanii. Została zbudowana z bloków kamiennych pochodzących z ruin rzymskiego miasta Ulpia-Traiana. Wygląda rzeczywiście dziwnie i bardzo oryginalnie. Jeśli tylko będziecie mieli chwilę czasu, wybierzcie się tam koniecznie.

Po całym dniu zwiedzania na nocleg jedziemy do Szybinu a rano zaczynamy zwiedzanie. Co warto zobaczyć ?

Na pewno festiwal średniowieczny odbywający się pod koniec sierpnia. A poza tym ?
Jest tu zabytkowe centrum, skupione wokół 3 placów, masywny kościół ewangelicki dominujący w pejzażu miasta oraz kilka mało atrakcyjnych muzeów. Podobnie jak w Alba Iulii wszystko możemy obejść w ok. 3 godziny.
Startujemy z Piata Unirii, gdzie możemy zostawić auto na parkingu.
Idziemy plantami wzdłuż pozostałości murów miejskich, skręcamy w lewo i przechodzimy obok kościoła Urszulanek. Znowu w lewo i dochodzimy do głównego rynku miasta. Poza kilkoma zabytkowymi kamienicami czy ratuszem jest tu także piękny Pałac Brukenthal, mieszczący obecnie Muzeum Narodowe o tej samej nazwie. Przez wieżę Ratuszową przechodzimy na mały rynek. Prawie jak w Krakowie 🙂
Wyróżniają się tu dwie budowle. Budynek sukiennic zwany Domem Rzeźników oraz Most Kłamców, pozwalający przejść na kolejny plac miasta.
Najcenniejszy zabytek Szybina prezentuje się tutaj wspaniale. Swój obecny wygląd kościół uzyskał na początku XVI wieku.
Podwyższono wtedy wieżę do ok. 73 metrów. Panorama z takiego miejsca jest fantastyczna i całe centrum widać jak na dłoni. Żeby wejść do kościoła i na więżę należy zapłacić 8 lei. Wnętrze robi spore wrażenie przede wszystkim z powodu bardzo cennych malowideł i organów. Wracając do samochodu można zajrzeć jeszcze do jednej z kilku cerkwi znajdujących się w centrum.
W Sybinie jest jeszcze jeden ciekawy zabytek. To Muzeum Cywilizacji Ludowej ASTRA. Jak będziecie w okolicy to warto tam zajrzeć.

Po obiedzie jedziemy w stronę Sighisoary na nocleg, zatrzymując się w kilku kościołach warownych wpisanych na listę Unesco. Są to unikatowe budowle. Pamiętajmy, że nigdzie w Europie takich nie budowano. Można stanąć na przykład w Calnic, Valea Vilor czy Biertanie.
Gdybym miał coś polecić to byłby to przede wszystkim Biertan. Jest to miejsce z gatunku tych, których nie sposób wręcz ominąć. Nad miasteczkiem góruje twierdza, która jest jednym z największych i najlepiej zachowanych kościołów warownych. Na potężne umocnienia kościoła składają się 3 pierścienie obwarowań. Stworzyły one największą fortyfikację, która nigdy nie została zdobyta.
Kościół swój kształt uzyskał w XVI wieku, a w obrębie murów znalazły się jeszcze dwie baszty.

Wieczorem dojeżdżamy do Sighisoary. Noclegu najlepiej szukać w samym centrum bo znajduje się ono na niewielkim wzniesieniu, a przy okazji możemy pójść na krótki spacer.
Dzień trzeci rozpoczynamy od krótkiego spaceru po górnym mieście. W Sighisoarze będę szczery nie ma wiele do zobaczenia.
Dla mnie jak się okazało główną atrakcją był tutaj kościół na wzgórzu z zabytkowym cmentarzem. Do kościoła wejście oczywiście płatne – 5 lei.
Oprócz tego w Sighisoarze można zobaczyć Wieżę Zegarową, Kościół Klasztorny i Dom Draculi, gdzie przebywał przez kilka lat ojciec Vlada Palownika, Vlad Dracul.
Do wspomnianego już kościoła na wzgórzu prowadzą Schody Szkolne zbudowane w XVII wieku jako bezpieczna droga do szkoły dla uczniów i nauczycieli.
Sam kościół to najcenniejsza budowla miasta. Na początku XIV wieku zbudowano tu trójnawową bazylikę, przebudowaną w XV wieku w stylu późnogotyckim. We wnętrzu znajduje się cenny ołtarz dzieła Jana Stwosza, syna Wita (tego od krakowskiego kościoła Mariackiego).
Odnowione, kolorowe kamieniczki i brukowane uliczki tworzą fajny klimat, szczególnie wieczorem. Jednak nie spędzimy tu więcej niż kilka godzin, bo zwyczajnie nie ma tu co robić.

Z Sighisoary udajemy się w kierunku Braszowa. Droga zajmuje jakieś dwie godziny, więc po drodze warto zajrzeć do wioski saskiej Viscri i kolejnego ufortyfikowanego kościoła w Prejmer.
W tych miejscach musimy się wręcz zatrzymać. Mała osada Viscri przez wielu jest uznawana za najpiękniejszą miejscowość w Siedmiogrodzie. Całość zabudowań i kościół znajdują się na liście Unesco.
Ja niestety tam nie dojechałem, ale jeśli wam się uda to nie będziecie żałować.
Byłem za to w Prejmer, który zrobił na mnie duże wrażenie. Tutejszy kościół warowny ma chyba najpotężniejsze mury ze wszystkich tego typu budowli w Europie.
Ich grubość dochodzi do 4,5 metra a wysokość to 12-14 metrów. Swobodnie możemy się poruszać wewnątrz murów. Ciekawe są tutaj także rozwiązania w środku warowni.
Na czterech kondygnacjach umieszczono prawie 300 cel dla mieszkańców. Oprócz tego była tutaj szkoła, rada wioski czy piekarnia.

Wieczorem dojeżdżamy do Braszowa.
Czwarty dzień poświęcamy na krótkie zwiedzanie miasta, wizytę na Zamku w Branie oraz w Rasnovie. Braszów znany jest przede wszystkim z Czarnego Kościoła. Skąd wzięła się jego nazwa ?
Otóż dawno temu, pod koniec XVII wieku został spalony podczas najazdu turków. Mury pokryła sadza, przez co kościół stał się czarny. Świątynia braszowska jest imponująca, ma prawie 100 metrów długości i 25 szerokości. Kościół można zwiedzać, oczywiście za opłatą 5 lei.
Co jeszcze można zobaczyć w mieście ? Na głównym placu znajduje się całkiem ładny budynek XIV wiecznego ratusza oraz prawosławna cerkiew dość zaskakująco umieszczona w ciągu zabytkowych kamienic.
Warto też wybrać się na spacer wśród pozostałości murów miejskich lub wyjechać kolejką linową na wzgórze Tampa.
Roztacza się stąd na prawdę urzekająca panorama całego miasta.

Opuszczając Transylwanię na rzecz Wołoszczyzny powinniśmy się jeszcze zatrzymać w Branie i Rasnovie.
O Branie wspominałem trochę we wpisie o Draculi. Zamek z głównej drogi prezentuje się olśniewająco. Jego historia została powiązana z historią Draculi i dlatego stał się sławny. Obecnie, zamek wewnątrz nie oferuje zbyt wiele. W XIX wieku został przekształcony na rezydencję królewską i teraz prezentuje wystrój pomieszczeń z tamtego okresu. Za zwiedzanie zapłacimy 30 lei i praktycznie cały czas będziemy się przeciskać przez tłumy turystów.

Dużo ciekawszą opcją wydaje się być wizyta na zamku chłopskim w Rasnovie. Dlaczego chłopskim ? Wytłumaczenie jest proste. Inaczej, niż w większości przypadków, ten zamek został zbudowany przez zwykłych chłopów, którzy w razie najazdów mogli się w nim schronić. Pod względem lokalizacji jest jednym z piękniejszych w całej Rumunii. Wnętrze przypomina raczej małe miasteczko niż zamek. Są tutaj zwyczajne domostwa, jest szkoła, plebania. Mieszkańcy wykopali nawet studnię.

Niestety w weekend możecie mieć problem, żeby się do niego dostać, gdyż kolejki są na prawdę duże. Pamiętajcie o tym planując zwiedzanie.

W taki oto sposób, zwiedzając intensywnie, objechaliśmy Transylwanię w 4 dni.
Jak już wspominałem, to nie wystarczy na dokładne przyjrzenie się regionowi, ale pomoże przy wyborze atrakcji, które warto zobaczyć, będąc tu kolejny raz.
Jeśli macie więcej czasu polecam dodatkowo całodzienny odpoczynek gdzieś w górach Fogarskich. Widoki zwalają z nóg !
Będzie to wspaniała regeneracja organizmu przed wyjazdem w kolejny region Rumunii.

2 uwagi do wpisu “Transylwania w 4 dni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *