Królestwo Paganu – Kraina tysiąca pagód

Azja, Birma, Tu byłem

Pagan (lub Bagan) przyciąga co roku tysiące turystów z powodu niezliczonej ilości świątyń i pagód. Na powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych znajduje się około 2000 zabytkowych budowli co jest całkowicie niesamowite.Na pierwszy rzut oka wszystkie świątynie wyglądają tak samo. To wrażenie jest jednak mylne, są one niezwykle zróżnicowane jeśli chodzi o wielkość, architekturę czy przeznaczenie. Pora w takim razie wyruszać na zwiedzanie.

Historia

Zacznijmy jednak od historii tego miejsca. Warto ją przybliżyć, bez niej obraz będzie niepełny.
Początki królestwa Paganu sięgają IX wieku, kiedy to okoliczne miasta połączyły się, tworząc małe królestwo. Do 1044 r. nic nie wróżyło, że Pagan stanie się prawdziwym klejnotem w tej części świata. We wspomnianym już roku władcą zostaje ambitny Anawratha.
Król ten wprowadza Buddyzm Therawada do Birmy i w ciągu kilkunastu lat podbija okoliczne królestwa, tworząc potęgę. Rozkazuje także budować świątynie, dzięki czemu, po prawie tysiącu lat, można nadal podziwiać ich piękno. Rozkwit królestwa przypada na XII – XIII wiek, upadek niestety nadchodzi szybko.
W latach 80-tych XIII wieku armie mongolskiego władcy Kubilaj-chana podbijają Pagan, grabiąc go i plądrując.
Do tego dochodzą trzęsienia ziemi i królestwo nie odzyskuje już blasku. A jego blask musiał zwalać z nóg. W okresie świetności w Pagan było około 5 tysięcy zabudowań sakralnych (niektóre źródła podają astronomiczne liczby 12 tysięcy budowli)
Wyobrażacie to sobie ? Jak okiem sięgnąć las pagód.

Marco Polo

Jaki widok musiał roztaczać się przed oczyma Marco Polo, który przybył do królestwa Paganu z poselstwem od cesarza Chin, w trakcie słynnej, trwającej 24 lata wyprawy do krajów azjatyckich ? Relacje tego człowieka uważane były w Europie za bujdy, a ich autora nazywano kłamcą.
Obecnie wędruję po tych samych miejscach, prawdopodobnie chodzę po tych samych kamiennych stopniach co ten wspaniały podróżnik, zachwycam się tak samo jak on świątyniami Paganu, chociaż to tylko wspomnienie ich świetności.
W czasach Marco Polo na tym terenie istniało ogromne „miasto”, które tętniło życiem dzień i noc. Kupcy przybywali tu licznymi karawanami, wymieniając złoto na piękne tkaniny i wyroby z laki, a liczba świątyń i pagód rosła z dnia na dzień.

Spróbujmy więc pozwiedzać Pagan razem z Marco Polo.

„Będąc na dworze Kublaj chana, udałem się na jakiś czas z poselstwem do nieznanej mi wcześniej krainy Mien, znajdującej się daleko na południe. Cesarz wysłał mnie tutaj, żebym dowiedział się jak najwięcej o tym królestwie oraz o zamieszkujących tu ludziach. Nie wiem co może mnie tu spotkać oraz jak zostanę przyjęty.
Wszystko co zobaczę chciałbym opisać i zostawić potomnym.
Na zwiedzanie mam nie wiele czasu. Dowiedziałem się od zaufanych ludzi, że cesarz planuje najechać Mien i dlatego wysłał mnie tu wcześniej. Nie sposób jednak zobaczyć wszystkiego i poznać wszystkich szczegółów królestwa w tak krótkim czasie.
Po wyczerpującej podróży, burzliwą rzeką Irawadi, wreszcie dopłynąłem do portu w stolicy królestwa Amien. Wita mnie oficjalna delegacja, wymieniamy podarki i udaję się na audiencję do króla. Po oficjalnej części wreszcie mam chwilę na uzupełnienie notatek oraz na wyczekiwany odpoczynek.
Następnego dnia ruszam wcześnie rano zobaczyć okolicę. Miasto jest imponujące, majestatyczne świątynie pełne złota i szlachetnych kamieni robią piorunujące wrażenie.

Kolejny dzień spędzam wędrując po świątyniach, nie mogę nadziwić się bogactwu tego miejsca. Architektura budowli zaskakuje mnie na każdym kroku.

Dlaczego zbudowano tu tyle świątyń ?

Udaje mi się poznać to magiczne miejsce na tyle, że staje się ono dla mnie najbardziej niedocenianym cudem świata. Czuję się tu jak w domu, jestem tu obcy, a mimo to traktują mnie jak swojego.
Zakochuję się w tym miejscu od pierwszego momentu, kiedy szukając ciekawej świątyni na wschód słońca trafiam do zapomnianego, stojącego na uboczu kompleksu klasztornego.
Mimo, że jest ciemno, słyszę modlitwy mnichów, poznaję, że śpiewają buddyjskie wersety, takie same słyszałem podczas pobytu w Chinach. Wchodzę do kompleksu. To uczucie, kiedy czuję się jak odkrywca największych skarbów, jest najwspanialszym jakiego mogłem doświadczyć.
Nawet jedwabny szlak nie wywarł na mnie takiego wrażenia. Czekam cierpliwie na pierwsze promienie słońca, kontemplując w ciszy to miejsce.

Moje dni w królestwie Mien dobiegają końca, Kublaj chan wezwał mnie do siebie. Pewnie liczy na moje obserwacje.
Mam nadzieję, że przekonam go do odstąpienia od wojny z Mien.


Jestem załamany, nie udało się przekonać cesarza, wojna lada dzień.
Miałem okazję przekonać się na własne oczy jak potężna jest armia królewstwa Mien.
W dolinie Vochan, 60 tysięcy zbrojnych i 20 tysięcy bojowych słoni zostało rozbitych przez wojska Kublaj chana. To koniec królewstwa Mien.

Pisząc te zdania, łzy płyną mi po policzkach, obserwuję jak stolica królestwa obraca się w gruzy. Błagam Kublaj chana żeby oszczędził niektóre ze wspaniałych świątyń. Tak, na moich oczach, dobiega kres tego wspaniałego królestwa”

Czy Marco Polo odwiedził w ogóle Pagan ?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie, to tylko moja wyobraźnia dopisała ten rozdział opowieści o królestwie Mien. Chciałbym mieć możliwość cofnięcia się w czasie i sprawdzenia jak było na prawdę.

Zwiedzanie Paganu

Miałem tylko dwa dni na zwiedzanie. Zatrzymałem się w mieście Nyaung U, takim centrum handlowo-noclegowym, w hostelu Shwe Nadi Guesthouse, który gorąco polecam.
Najwygodniej jest zwiedzać świątynie na skuterze lub rowerze. Ważne, żeby miał wygodne siodełko, w końcu po całym dniu jeżdżenia po wertepach, pewne miejsca mogą boleć.

Pierwsza duża pagoda, którą koniecznie trzeba zobaczyć, znajduje się właśnie w Nyaung U. To pagoda Shwezigon. Jej budowę rozpoczęto za panowania wspomnianego już Anawrathy, a ukończono w roku 1108. To właśnie na niej wzorowano późniejsze świątynie Paganu. Łatwo ją z daleka wypatrzyć po pokrytej płatkami złota ogromnej kopule.
Do pagody prowadzą długie korytarze, w których przez cały dzień można kupić pamiątki. Wewnątrz kompleksu znajduje się m.in. miejsce gdzie czczone są wszystkie naty. Jest ich dokładnie 37, a naty to nic innego jak duchy, w które wierzą mieszkańcy Birmy. To tutaj właśnie po raz pierwszy zostały one zatwierdzone przez monarchię birmańską.

Kolejny przystanek warto sobie zrobić gdzieś pośród niewielkich świątyń, po drodze do starego Paganu. Będzie to dobry wstęp przed tym co nas czeka. A będzie tego tak dużo, że zawrót głowy mamy murowany.

Opiszę tutaj tylko kilka najefektowniejszych świątyń, jednak jak to często bywa, gdzieś poza głównym szlakiem kryją się także prawdziwe perełki.
Jadąc główną drogą od Swezigon, pierwszą dużą świątynią, która rzuci się nam w oczy będzie Htilominlo, która swoją nazwę zawdzięcza królowi, który kazał ją zbudowac w początkach XIII wieku, na cześć tego, że tu został wybrany z pośród rodzeństwa na władcę.
Świątynia ma 46 metrów wysokości i jest jedną z większych w Paganie, niestety nie można na nią wchodzić. Pozostaje jedynie zwiedzanie środka..

Kolejna wielka świątynia znajdująca się niedaleko to Ananda. Ma ona opinię najpiękniejszej i najlepiej zachowanej, przez co jest tłumnie odwiedzana, zarówno przez miejscowych jak i turystów.

Działa nieprzerwanie od  ok. 1105 kiedy to król Kyanzittha ukończył jej budowę. Centralna wieża ma aż 51 metrów wysokości. Z okazji 900 lecia świątyni, jej wieża została pokryta złotem.
Jej perfekcyjne proporcje oraz detale architektoniczne wzbudzają zachwyt wszystkich odwiedzających.Do wnętrza prowadzą długie korytarze, zakończone pięknie rzeźbionymi, wielkimi drzwiami z drewna tekowego. Wewnątrz świątyni można podziwiać ogromne, prawie 10 metrowe, pomniki przedstawiające Buddę.
Pomniki są 4, zwrócone w każdą ze stron świata. Ten południowy zdecydowanie wyróżnia się od pozostałych. Stojąc blisko, jego twarz wygląda na zasmuconą. Jednak gdy popatrzymy na niego z daleka, uśmiecha się do nas. Wychodząc na dziedziniec warto zwrócić także uwagę na zewnętrzne elewacje, na których znajdują się kamienne rzeźby i zdobienia.

Chwila jazdy, wąskimi dróżkami pomiędzy pagodami i jesteśmy już przy największej świątyni Paganu. Ogromna, biała, wysoka na 61 metrów, monumentalna budowla z XII wieku. Przed Państwem świątynia Thatbyinnyu. Patrząc na nią nie sposób wyjść z zachwytu nad kunsztem budowniczych. Po prostu zwala z nóg. W środku jest bardzo surowa, ściany są pomalowane na biało, a w korytarzach jest raptem kilka pomników Buddy.

Ostatnia z wielkich świątyń, które chciałem opisać to Dhammayangyi. Zbudowana została przez króla Narathu ok. 1167 roku. Król, chcąc odkupić swoje winy po zabójstwie ojca, kazał wznieść tą świątynię.
Ciekawe czy gdyby nie to morderstwo, w ogóle by powstała ? Nie została nigdy dokończona bo Narathu także został zabity. Świątynia różni się od pozostałych w Pagan. Przypomina trochę piramidy schodkowe w Południowej Ameryce.
Podobno konstrukcja przyśniła się królowi. We wnętrzu znajdują się oczywiście, skierowane w każdą stronę świata, posągi Buddy.
Jeden jest jednak szczególny. W zasadzie są to wizerunki dwóch Buddów: Gautamy i Maitreji, czyli historycznego i przyszłego Buddy. Wnętrze jest całkiem puste, a wysokie i długie korytarze sprawiają, że jest tu dość mroczno.

Na koniec zostawiłem miejsce, dla którego, mam wrażenie, przyjeżdża tu spora część turystów. To właśnie z tej pagody roztaczają się najlepsze widoki i to ona jest oblegana rankiem i wieczorami przez tysiące osób z aparatami. Dźwięk flesza musi niemal ogłuszać. Tyle tu jest ludzi. Ja trafiłem do niej w ciągu dnia, kiedy jest zupełnie pusta. Można wtedy spokojnie usiąść na górnym tarasie w cieniu i odpoczywając, podziwiać panoramę okolicy.
A chodzi mi oczywiście o pagodę Shwesandaw.
Historycznie jest bardzo ciekawa, ponieważ została zbudowana, przez największego władcę Paganu, króla Anawrahtę, w 1057 roku. To pierwsza budowla, gdzie schody prowadziły niemal na sam szczyt. Dzięki temu obecnie tak licznie wychodzą na nią turyści.
Że też nie zawali się pod naporem tylu ludzi. Budując ją, raczej nie przewidzieli, że za prawie tysiąc lat stanie się głównym punktem do oglądania wschodów i zachodów słońca.

Dla większości osób to właśnie te chwile, gdy słońce wstaje lub znika za horyzontem są najpiękniejszym wspomnieniem oraz największą atrakcją tego miejsca. Osobiście wybrałbym wschód w jakimś innym, kameralnym miejscu z dala od jakichkolwiek ludzi.
Dla mnie urok Paganu to chwila ciszy i próba odpowiedzi na trudne pytania: dlaczego właściwie tu jestem ? co odkryję zwiedzając te świątynie ?

Zastępuje to wszystkie zachwyty turystów o wschodzie czy zachodzie słońca.
Mam nadzieję, że Ci z Was, którzy jeszcze nie mieli okazji odwiedzić tego miejsca, wybiorą się tam jak najszybciej i odnajdą odpowiedzi na swoje pytania.
Na koniec jeszcze krótka galeria zdjęć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *