W sercu Kambodży

Azja, Kambodża, Tu byłem

Angkor

Główna atrakcja Kambodży, majestatyczny, średniowieczny kompleks zabytków i wspomnienie dawnej potęgi Khmerów, to punkt obowiązkowy na szlaku każdego turysty. To jeden z najważniejszych archeologicznych skarbów naszych czasów. Dziesiątki monumentalnych świątyń rozrzuconych na prawie 400 km kwadratowych, wprawiają w zachwyt każdego kto je zobaczy. Wiedzą o tym wszyscy, dlatego też takie tłumy tu przybywają każdego dnia. Dziesiątki tysięcy ludzi przewija się tydzień po tygodniu, przez praktycznie cały rok. Może w porze deszczowej nie byłoby ich aż tak wielu i pewnie wtedy byłoby najlepiej jechać, ale kto chciałby zwiedzać świątynie w czasie ulewnych deszczów.
W szczycie sezonu, w lutym, w dosłownie każdej świątyni natknąć się można na grupy zwiedzających. Chociaż przyznaję, że spodziewałem się jeszcze większej ilości turystów. Koniec końców nie było aż tak źle.
W celu uniknięcia dużych grup turystów, na zwiedzanie najlepiej wybrać się w godzinach około południowych.

Zwiedzanie

Zwiedzanie zacznijmy od największego i zarazem najlepiej rozpoznawalnego kompleksu – Angkor Wat.
Położony jest kilka kilometrów od Siem Reap, na wylocie ulicy Charlesa de Gaulle.
Zajmuje powierzchnię prawie dokładnie 2 km kwadratowych. Jest niemal czterokrotnie większy od Watykanu. Kompleks otoczony jest szeroką na prawie sto metrów fosą, przez którą przeprowadzono groble o szerokości do 14 metrów.

Zastanawialiście się kiedyś co w ogóle oznacza ta nazwa ? Otóż Angkor to po prostu Miasto, a Wat – Świątynia. W skrócie można przetłumaczyć to na Świątynię Miejską lub Miasto-Świątynię. Skoro Miasto-Świątynia, to kiedyś w kompleksie musiało być o wiele więcej zabudowań niż obecnie. Większość była jednak z drewna i uległa zniszczeniu. Pozostały kamienne ruiny, które i tak robią niezapomniane wrażenie.

Po przekroczeniu bram ukazują się główne zabudowania, z majestatyczną świątynią na czele, którą poświęcono hinduskiemu bogowi Wisznu

Na dziedziniec głównej świątyni wchodzi się długimi korytarzami, przez które kiedyś swobodnie przechodziły słonie. Wyobrażacie sobie jakie musiało to robić wrażenie ?

We wnętrzach świątyni jest tyle korytarzy, że łatwo się pogubić. Szczególnie, że przewodniki bardzo pobieżnie opisują wnętrza, skupiając się bardziej na głównej świątyni. Po lewej i prawej stronie od wejścia, znajdują się dziwne pomieszczenia, przypominające odkryte baseny. Mam wrażenie, że miejsca te służyły dawniej do jakiś rytualnych kąpieli. Tak przynajmniej to sobie wyobrażałem stojąc na brzegu tego ogromnego basenu.

Idąc wyżej docieramy wreszcie na wewnętrzny dziedziniec. Tu ukazuje się nam główna świątynia otoczona ogromnymi wieżami o kształtach kolb kukurydzy.
Jest ich razem pięć, ale zobaczyć wszystkie jednocześnie nie jest tak łatwo. Można tego dokonać z niewielu punktów w całym kompleksie. Sama świątynia jest odzwierciedleniem legendarnej góry Meru.

Oczywiście mamy możliwość zwiedzania jej od środka. Aby tam się dostać, należy odstać przynajmniej pół godziny w kolejce, w 40 stopniowym upale. Potem tylko strome schody i możemy podziwiać panoramę Angkor Wat.

Czy warto ?

Osobiście drugi raz już bym nie wchodził. Swoje trzeba odstać, a widoki nie są jakieś powalające.
O wiele bardziej interesujące są reliefy znajdujące się w korytarzach okalających wewnętrzny dziedziniec. Łącznie jest ich prawie kilometr i przedstawiają sceny z Ramajany i Mahabharaty, najważniejszych hinduistycznych poematów.

Prawdziwą perełką jest tutaj relief z bitwą o Lankę. Wyróżnia się także inny, opowiadający mit o Ubijaniu Morza Mleka. Wszystkie reliefy z Angkoru są misternymi dziełami sztuki. Ich precyzja i subtelność sprawiają, że szukanie na ścianach uosobień Wisznu, Siwy czy Brahmy, to sama przyjemność.
Wydawałoby się, że zwykłe płaskorzeźby apsar, których pełno w całym kompleksie, nie mogą niczym zaskoczyć. A okazuje się, że wszystkie różnią się między sobą detalami. Nie ma dwóch takich samych rzeźb. Co jeszcze ciekawsze, kiedyś wszystkie te płaskorzeźby malowano wieloma kolorami.

Większość tych obrazów z Angkor Wat powinna być znana czytającym bloga. W końcu kompleks ten przewija się w migawkach internetowych dość często.
Każda informacja o Kambodży opatrzona jest zdjęciami Angkor Wat. Nawet na narodowej fladze umieszczono go jako symbol kraju.

Ale czy równie dobrze znana jest historia tego miejsca ?

Historia

Zbudował to wszystko król Surjawarman II w pierwszej połowie XII wieku. Budulcem był przede wszystkim lateryt oraz piaskowiec, dzięki czemu coś przetrwało do naszych czasów. To coś, to główna, olśniewająca świątynia, 2 biblioteki na zewnętrznym dziedzińcu oraz bramy wejściowe.
Surjawarman nie nacieszył się za długo swoim osiągnięciem. Niedługo po ukończeniu budowy zmarł, a raptem 27 lat później w 1177 roku, po potędze Angkoru pozostało wspomnienie. Królestwo zostało podbite przez Czamów, a kompleks splądrowano i zburzono. Całe szczęście kilka lat później następny władca Angkoru Dzajavarman VII, odbił stolicę i ją odbudował.
Jednocześnie rozkazał wybudować dla siebie nową Angkor Thom; piękniejszą i bardziej okazałą, o czym przeczytacie już niedługo.

Jedna uwaga do wpisu “W sercu Kambodży

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *