Trzeci akt opowieści o Isfahanie

Azja, Iran, Tu byłem

Trzeci i zarazem końcowy akt o zwiedzaniu Isfahanu będzie jednocześnie moim pożegnaniem z Iranem. Kolejne wpisy będą już z innych zakątków świata, które miałem okazję odwiedzić.
W tym wpisie zabiorę was na długi, całodzienny spacer po tym cudownym mieście. Nie wiem czy uda się opowiedzieć o wszystkim, ale kilka wartych odwiedzenia miejsc na pewno opiszę.Spacer warto rozpocząć w centrum, wizytą w Pałacu Chehel Sotoun, co w tłumaczeniu na polski znaczy Pałac Czterdziestu Kolumn. W każdym przewodniku przeczytacie historię o tym, skąd wzięła się ta nazwa, więc może sobie ją odpuszczę.
Dodam tylko, że nazwa nie jest taka oczywista jak mogłoby się wydawać. Jednak dla mnie nie jest także specjalnie trafiona.
Pałac, po przekroczeniu bramy głównej, prezentuje się bardzo okazale. Urokowi dodaje mu staw z fontannami przed wejściem oraz obszerny park, w którym się znajduje. Same kolumny podtrzymujące front są ładnie rzeźbione, jednak specjalnego wrażenia nie robią.
Wewnątrz pałac przypomina trochę Ali Qapu z placu Imama. Na ścianach dominują malowidła przedstawiające wydarzenia historyczne. Poza tym niewiele jest do zobaczenia w środku. Zdecydowanie lepiej odpocząć w parku i nabrać sił na dalsze zwiedzanie. Przyjemny cień sprawia, że nie jest łatwo zebrać się w drogę. A najwyższy czas ruszyć dalej.

Kolejnym przystankiem powinna być rzeka Zajande Rud. Szczerze mówiąc, warto tam się udać z powodu mostów, a nie samej rzeki. Z resztą woda chyba też tak uważała bo wyparowała.:) Słyszałem różne zdania na temat czemu przestała płynąć.
Ale to powyższe podoba mi się najbardziej.
Znajomy Irańczyk na przykład mówił mi, że za czasów poprzedniego prezydenta zbudowano tamy na rzece co spowodowało, że rzeka wysycha zanim dopłynie do Isfahanu. Ile w tym prawdy niestety nie wiem, chociaż jestem skłonny w to uwierzyć.
Wracając do mostów, to są one kolejnym przykładem kunsztu architektów Perskich.
Zbudowane zostały w większości w XVI – XVII wieku, poza jednym XII wiecznym.
Ten najstarszy Shahrestan, jest najmniej okazały i położony najdalej, ale żeby mieć pełny obraz warto do niego pójść.
Następny w kolejności jest most Khaju, służący kiedyś także jako tama. Bez wątpienia jest najładniejszym ze wszystkich mostów.
Ma ok. 105 m długości, 23 łuki i arkady na dwóch poziomach. Często w zacienionych miejscach mieszkańcy ukrywają się przed upałem. A może uda się Wam posłuchać zakazanych pieśni śpiewanych przez starszych mężczyzn ? W każdym razie warto tutaj pokręcić się przez chwilę.
Kolejny jest most Chubi. Dłuższy bo prawie 150 m, ale już mniej spektakularny. Na koniec została jeszcze jedna perełka. To most Si-o-Seh. Jest najdłuższy, bo prawie 300 metrowy, ma 33 łuki i prezentuje się równie wspaniale jak Khaju. Najlepiej właśnie nim wrócić w stronę centrum.

Teraz dobrze byłoby coś zjeść. Chodźmy na bazar, tu na pewno coś się znajdzie, a przy okazji w okolicy jest także kolejny ciekawy zabytek.
Pewnie nie zaskoczę was, ale będzie to meczet. Tyle, że nie byle jaki meczet, a największa świątynia w kraju i zarazem najstarszy meczet Isfahanu – Meczet Piątkowy. Co ciekawe każde miasto Iranu ma swój Meczet Piątkowy.:)
Wewnątrz, w centrum dziedzińca, znajduje się fontanna do obmywania stóp. Otoczona jest czterema wielkimi ejwanami, z których każdy prezentuje odmienny styl architektoniczny. Zaczynając od Seldżuków, poprzez Mongołów, na Safawidach kończąc. Dla osób, które nie mają dość po Meczecie Imama, powinien to być obowiązkowy punkt zwiedzania miasta.

Co ciekawego jeszcze nas czeka w Isfahanie ?
Są choćby trzęsące się minarety. Znajdują się poza zabytkowym centrum, spacer do nich zajmie Wam trochę czasu. Warto się tutaj jednak zatrzymać, idąc choćby do świątyni ognia Ateshkadeh. Atrakcja ta jest raczej z cyklu zabawnych, ot dwa małe minarety niby trzęsące się niezależnie od siebie. Wystarczy podejść do jednego i spróbować się o niego oprzeć z całych sił, żeby zobaczyć jak drugi też się rusza.
Taka ciekawostka, którą na pewno warto zobaczyć na własne oczy. A idąc nieco dalej trafimy w końcu na jedno z nielicznych już dawnych miejsc kultu Zaratusztrian.
Świątynia ognia niestety została zrujnowana, ale to, że i tak przetrwała tysiące lat jest niesamowite. Aż dziw bierze, że w tak konserwatywnym kraju nikomu nie chciało się jej burzyć. Ostrzegam, że wyjście na górę w czasie upałów może być dość męczące. Bilet jak zwykle 100000 riali.

Jak widzicie jest tu co robić. Spokojnie możecie poświęcić na zwiedzanie kilka dni a i tak będziecie mieć wrażenie, ze wszystkiego nie zobaczyliście. Zapomniałem przecież o medresie Chahar Bagh czy pałacu Hasht Behesht.
Mnie Isfahan urzekł i wiem, że będę tu wracał tak często jak to tylko będzie możliwe. Wam też tego życzę, przyjedźcie tutaj i odkryjcie swoje ulubione miejsca. Żegnałem się z Iranem w poczuciu, że nie jest to moja ostatnia wizyta w tym fascynującym kraju. Kto wie, może za niedługo znowu przeczytacie o Persji i jej zabytkach.

A tymczasem zapraszam na nowe wpisy już z innych zakątków świata.

Jedna uwaga do wpisu “Trzeci akt opowieści o Isfahanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *